Siemanko ludziska :D
Ta notka kończy 1 serię mojego opowiadania (ostrzegam już teraz że 2 nie bedzie). I jak widac jest długa, najdłuższa w mojej karierze :D Tą notkę możecie zawdzięczać w szczególności Ważce, bo to ona właśnie baaaaaaaaaardzo mi w niej pomogła. I z tej oto okazji dedykuję ją Tobie Ważko. Dziękuję wszystkim, że chcieliście abym wróciła do pisania (może niktórzy nawet nie chcieli) ale to już koniec. Daje ostatnią notkę i koniec z pisaniem. Moze to trochę głupie ale nie usunę bloga, bo mi go trochę szkoda i moze jeszcze kiedyś napisze drugą serię ale nie róbcie sobie nadzieji :D Dziękuje wam wszystkim, że czytaliście i komentowaliście moje notki :* Jesteście super :D Chciałabym jeszcze podziekowac Alex, Ważce i Marcie za to że zawsze mogłam popisać z nimi na gg, i mam nadzieję że to sie nie zmieni :D Jeśli są gdzieś jakieś błędy to proszę aby nikt tego nie komentował, po prostu zmeczona byłam i narobiłam wiele błedów.Przepraszam za to.
Teraz Zapraszam do czytania :D
Szedł ulicami Akilianu, ze spuszczoną głową i laptopem pod pachą, wpatrując się w czubki swoich butów. Na głowie miał kaptur, dzięki któremu nie było widac jego twarzy. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak jakiś chuligan ale nie zachowywał się tak. Był spokojny i ... smutny. Kierował się na Posterunek policji. Nie wiedział czy dobrze robi idąc tam, przecież nie miał żadnych dowodów na to że jego brat jest szantażowany. Próbował wymyślec co powie jak tam dotrze ale nie najlepiej mu to szło. W pewnym momęcie nawet chciał zawrócic ale myśl o tym, że Thran ma odejśc z drużyny nie pozwalała mu na to. Był coraz bliżej ale ta myśl wcale go nie uszczęsliwiała, wręcz przeciwnie czuł się okropnie. Bał się, że wyjdzie na idiotę, mimo to szedł dalej. Czuł, że ktoś go śledzi, słyszał jego kroki za sobą, lecz nie odwrócił się. Przyspieszył kroku, ale to nic nie dało, ta osoba nadal za nim szła. Obawiał się, że osoba śledząca go to ktoś z tych co grozili Thranowi. I, że chce go złapac aby jego brat zapłacił im. Przestraszony obejrzał sie za siebie. Nikt za nim nie szedł. Tylko mu się zdawało, że ktoś go śledzi. Odetchnął z ulgą. Pomyślał, że jak nie wyjaśnią tej sprawy i jak Thran będzie w niebezpieczenstwie to on zwariuje. W końcu doszedł. Stanął przed wielkim budynkiem i wpatrywał się w wielki napis na nim ,,Posterunek Policji".Ruszył ku wielkim drzwiom.Pchnął je i niezbyt pewnym krokiem wszedł do środka. Niemal od razu uderzył go hałas. Jakieś krzyki, przekleństwa... Poczuł, że to jednak nie byl dobry pomysł.Już chcial wyjść kiedy ktoś chwycil go za ramię. Podskoczył z przerażenia.
-Coś się stało mały? Okradli cię?- spytał wysoki policjant nadal trzymając Ahito za ramię.
-Nie!- niemal krzyknął- Tu chodzi o mojego brata!- powiedział drżącym głosem.
-Okradli twojego brata tak?
-Nie! Tu chodzi o coś poważnego, bardzo poważnego!- zbierało mu się na płacz- On jest santażowany!
Policjant spojrzał na niego spod byka. Już wiele razy słyszał takie historyjki. Dzieciak przychodzi na policję z informacją, że jakiś zamaskowany facet zabił jego rodziców, a teraz pewnie siedzi w domu i czeka na niego. Od razu mobilizowany jest cały korpus policji. Jadą pod dom delikwenta, wyważaja drzwi i co widzą? Rodziców całych i zdrowych. Matkla gotuje obiad ,a ojciec czyta gazete. Oboje czekają na syna, aż ten wróci ze szkoly... A młody po prostu chciał sie popisać przed kolegami. Szantaże zdarzaja sie równie często. Dlatego nie uwierzył od razu. Ale przecież musi przyjać zgłoszenie... Takie są procedury...
-Proszę za mną - puścił chłopaka i skierowal sie w głąb komisariatu.
Ahito, który zdołał już opanować łzy posłusznie podreptał za nim. Po kilku minutach znaleźli sie w jakimś pomieszczeniu. Nie należało ono do zbyt przytulnych, zwłaszcza ze względu na okropny - brudno szary kolor ścian. Jednak chłopakowi nagle zrobiło sie wszytsko jedno.Usiadł na wskazanym krześle cały czas tulac do siebie skradziony bratu laptop.
-Więc słucham - wzdrygnał sie na dźwiek głosu mężczyzny - Opowiadaj.
"On mi nie wierzy" uświadomił sobie. Jednak mimo to miał zamiar brać udział dalej w tej farsie. Przynajmniej jeśli stałoby sie najgorze - wzdrygnął się ponownie - Będzie mógł powiedzieć, że zrobił wszystko, co było w jego mocy.
-Wiec... - zaczął mówić. Szło mu całkiem sprawnie. Nie zacinał sie. Czuł jakby relacjonował jakiś kryminał, a nie opowiadał własne życie. Kiedy skończył spojrzał na policjanta z pewną hardością w spojrzeniu. Aż sam sie sobie dziwił, że stać go na coś takiego.
-Wiec podsumujmy... - zaciągnął się dymem z papierosa - twój brat jest szantażowany od jakiegoś czasu, ale powiedział ci o tym dopiero niedawno?
Potwierdzil skinieniem glowy.
-De facto twój brat jest znanym piłkarzem, ale daleko mu do najlepszych.
-Czy pana obchodzi tylko sława mojego brata? On jest w niebezpieczeństwie!
-A masz na to dowód? - spytał policjant wkurzony cała tą sprawą.
-Mam to znaczy nie mam ... - powiedział zmieszany granatowłosy.
-To masz czy nie?
-No bo ten ... no brat dostał maila z pogróżkami ale go skasował i ... no ja przyszłem żeby zapytac się czy ... czy można go odzyskac?- jąkał się Ahito.
-Cóż nasi informatycy powinni sobie z tym poradzic- podrapał się po brodzie.
-A więc na co czekamy? Trzeba ich tu zawołac, niech odzyskają tego maila.
-To nie takie proste mały.
-Co?- krzyknął zdziwiony- Jak to?
-Normalnie, oni są ... daleko stąd.
-Jak daleko?
Nastało pukanie do drzwi.
-Proszę- krzyknął policjant.
Do pokoju wszedł niski mężczyzna. Wyglądał tak, jakby nie wiedział po co przyszedł. Zaczął się rozglądac po pokoju.W końcu przemówił.
-Dzień dobry panie policjancie.
-Dzień dobry. Po co przyszedłeś Mike?
Nie zdązył nic odpowiedziec, bo Ahito mu przerwał.
-To jak daleko oni są?- krzyknął granatowłosy, a policjant i Mike spojrzeli w jego stronę.
-Kto?- spytał zaciekawiony przybysz.
-Nie twój interes- powiedział policjant.
-Policyjni informatycy- powiedział Ahito, mimo sprzeciwów policjanta.
-Informatycy?-spytał zdziwiony Mike -Oni są tutaj, w pomieszczeniu obok.
-Miałeś się nie wtracac- krzyknął na niego policjant.
-A więc to tak!- krzyknął czarnooki- Nie chciałeś mi pomóc, więc udałeś, że wasi informatycy są daleko stąd tak?
-Tak...- powiedział cicho wysoki policjant- Ale to tylko dlatego, że myślałem że kłamiesz.
-To niech mnie pan zaprowadzi do tych informatyków, musimy ratowac mojego brata.
-Mike zaprowadz pana do pokoju obok- rozkazał policjant.
-Tak jest szefie- odpowiedział niski męzczyzna i razem z Ahito ruszył do pomieszczenia wcześniej wspomnianego.Szli przez korytarz w milczeniu. Gdy doszli Mike otworzył drzwi i wprowadził Ahito do pomieszczenia.Nikt nawet nie zauważył, że weszli. Było tam przytulniej niz w pokoju, w którym niedawno się znajdował. Rozejrzał się dookoła. Panował tam okropny hałas.Siedziało tam z dziesięciu mężczyzn, każdy miał przed sobą komputer i zaciekle stukał w klawiaturę krzycząc to na jednego sąsiada to na drugiego. Do tych wrzasków co jakiś czas dołączała się drukarka i jakiś komputer który odmówił współpracy w najmniej odpowiednim momencie. Ahito stał i patrzyl oniemiały, a Mike tylko lekko się uśmiechnął i podszedł do mężczyny siedzącego najbliżej nich. Mial on krótkie jasne włosy i niebieskie oczy skryte za okularami.
-Hej Hels. Masz chwilę? - spojrzał mu przez ramię i za chwile odskoczył, a blondyn razem z nim i jak oszalły zaczął wycierać swoje spodnie posyłając przy tym chłopakowi mordercze spojrzenie - Ja cię kiedyś zabiję! Obiecuje!!
Bramkarz, tak jak i reszta, nie mogła opanować śmiechu. Dokładnie w kroku blondyna widniała sporej wielkości ciemna plama. A na biórku leżał przewrócony kubek z którego smętnie, kropelka po kropelce spływała kawa i tworzyła malowniczą plamę w niebezpiecznej odległości od klawiatury.Mike stał ze skrószoną mina i czekał aż Hels sie trochę uspokoi. Blondyn jednak nie miał takiego zamiaru.
-Powiedz po co tu przylazłeś. I lepiej żebyś miał dobry powód, bo ci inaczej nogi z dupy powyrywam!!
-Ja... No ten... Tego...
-Gadaj!!
-Komendant kazał mi go przyprowadzić! - krzyknął , wskazał na biednego Ahito i wybiegł zanim sens tych słów dotarł do Helsa.
Blondyn przysunął się z powrotem do biurka, wytarł kawę, postawił kubek i dopiero potem spojrzał na chłopaka.
-Dobra mały. Czego chcesz? I po diabła trzymasz pod pachą ten laptop?
Granatowwołosy westchnąl na myśl, że jeszcze raz będzie musiał opowiadać tą historyjkę.
-Mój brat jest szantażowany - zaczął mieć naprawdę dość tego zdania.
-Ale to raczej nie do nas...
-Do was - mruknął - Od jakiegoś czasu dostaje maile z pogróżkami. Ostatnio przybraly na sile, ale on nie chce iść na policję. Kiedy go próbowałem do tego nakłonić skasowal wszystkie listy. Jestem ciekaw, czy można to jakoś odzyskać...
Pozostali informatycy nagle stracili zainteresowanie całą sytuacją i zaczęli udawać, że poza ich pracą nic ich nie obchodzi. Hels podrapał się po brodzie i wyciągnął rękę po laptop. Ahito oddał mu go bez wahania. Blondyn podłączyl go i zaczął wściekle biegać palcami po klawiaturze ze znudzona miną. Ale z każdą minutą zdawał się być coraz bardziej wkurzony. Kilak razy z jego ust wurwało się krótkie -cholera.
Ahito na początku przyglądał się temu, ale po jakiś piętnastu minutach oparł się o ścianę i zasnał.
Lea rozstawiała kwiaty po swoim pokoju, ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę- krzyknęła, a w drzwiach pojawił się Zack, w ręku trzymał bukiet czerwonych i żółtych róż. Podszedł do niej i wręczył kwiaty.
-To dla najpiękniejszej dziewczyny po tej stronie galaktyki- uśmięchnął sie szczerze, dziewczyna sie roześmiała. Zaczeli żartowac.Pocałowała go w nos i odeszła wstawic kwiaty do wazonu. Podszedł do niej i objął ją w talii, odstawiła wazon. Zaczął całowac ją po szyi, w końcu doszedł do ust dziewczyny. Zaczął ją namiętnie całowac, oddawała pocałunki. Całowali się coraz zachłanniej. Chłopak wsadził rękę pod jej bluzkęi błądził rękoma po jej ciele. Nagle do głowy przyszedł jej dość śmiały i zuchwały pomysł. Usiadła na łóżku i pociągnęła chłopaka za soba. Zdezorientowany Zack wylądował na miękkiej pościeli. Lea wykorzystała jego zaskoczenie, żeby przejąć inicjatywę. W jednej chwili pozbawiła go koszulki i już zabierała się za pasek od spodni. To go otrzeźwiło i zmusiło do działania. Odnalazł jej usta i zaczął ją całować. W końcu doszedł do ucha.
-Naprawdę tego chcesz?
Aż zadrżała czując jego gorący oddech na karku. Pokiwała głową.
Zack uśmiechnął się lubieżnie i powrócił do całowania. Jego ustom nie oparł się żaden kawałek jej ciała. Tej nocy posunęli się bardzo daleko.
-Jesteś pewien?
Thran nie patrzył na Aarcha. Nie mógł się zdobyć na odwagę, żeby spojrzec mu w oczy. Te zimne, niebieskie, nieprzeniknione oczy. Było mu cholernie głupio. Nawet głupiej niż wtedy kiedy w końcu zdecydował się na ten krok. Więc tylko smętnie pokiwał głową, czekając na reakcję trenera.
-Ty sobie żartujesz?! - w jednej sekundzie twarz mężczyzny zrobiła sie cała czerwona niczym pomidor na wiosnę. - Wiesz w jakiej mnie stawiasz sytuacji?! - uderzył otwartą dłonią w blat biurka.
Chłopak na ten dźwięk skulił sie w sobie jeszcze bardziej. O ile to w ogole było możliwe. Spodziewał się, że Aarch będzie zły, ale nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczał, że aż tak.
-Taaaak- wyjąkał jakby nie swoim glosem.
-Jesteś bezczelny! - trener powtórzył motyw z dłonią i biurkiem widząc, że to na obrońcy robi największe wrażenie. - Nie masz prawa opuszczać drużyny ot tak! - pstryknął palcami - Rozumiesz?! Nie masz prawa!
Zacisnął pięści. Naprawdę zaczynal mieć już dosyć tego, ze wszyscy dookoła mówią mu co mu wolno a czego nie! Poczynając od szantażystów, poprzez brata a na tym kretynie kończąc. Skrzywil się do własnych myśli. Każdy zdawał się doskonale wiedzieć co dla niego najlepsze, co powinien zrobić... Dość tego!
-A pan głupi! - warknąl i podniósł się z krzesła, które do tej pory zdawało się być jego więżeieniem. - Mam prawo i z niego korzystam! - ruszył w kierunku drzwi - A ty kretynie znajdź sobie innego frajera na moje miejsce! - wyszedł nie darując sobie tej przyjemności jaka było trzaśnięcie drzwiami.
Szedł w stronę swojego pokoju głośno tupiąc. Co chwila zaciskał i rozprostowywał pięści. Kiedy był już na miejscu omiótł jednym spojrzeniem całe pomieszczenie. Zagryzl wargę i wytral wilgotne oczy końcówka rękawa. Było mu tu dobrze. Naprawdę dobrze. Był pewien, ze znalazł swoje miejsce na ziemi. A teraz musi z tego wszystkiego zrezygnować. I dlaczego? Bo ktoś tego chciał. Ktoś kto miał władzę...
-Ale dlaczego właśnie ja?
To pytanie nurtowało go od kiedy tylko dostał pierwszego maila. I jak dotąd nie znalazł odpowiedzi. Przeciez nie był najlepszym graczem w drużynie. D'Jock, Rocket a nawet Tia byli od niego lepsi. Ale ich nikt się nie czepiał. Im nikt nie groził.
-Weź się w garść chłopie - warknąl na samego siebie kilka razy uderzając się po policzkach. Zaczął wyciągać z dna szafy strą sportową rorbę. Westchnął ciężko i zaczął wrzucać do niej ubrania, nawet nie zadajac sobie trudu, żeby je poskładać. Wszystko zajęło mu około pół godziny. Zarzucił sobie torbę na ramię i wyszedł z Akademii z nikim się nie żegnając. Nikogo nawet nie zawiadamiając o swoim odejściu. Już i tak za dużo osób wiedziało o jego problemach.
Gdy tylko otworzył drzwi owiał go zimny wiatr. Postawił wyrzej kołnierz i wyrzył wprost w padający rzadko śnieg.
Poczuł, że ktoś nim potrząsa. Gwałtownie otworzył oczy i aż podskoczył na widok twarzy przed sobą. Nic dziwnego. Hels patrzył na niego z rządzą mordu w zmęczonych oczach. Bramkarz spojrzał na zegarek i zdziwiony stwierdził, że minęły trzy godziny.
-I co? - zadziej była tak wyraźnie wypisana na jego twarzy, że tylko wzmocniła poczucie winy blondyna.
Informatyk pokręcił przecząco głową.
-Niestety... Nic nie zostało - podał mu laptopa za wszelką cenę starając się unikać jego wzroku - Twój brat ma naprawdę niezły system zabezpieczeń. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem - westchnął - Nic tu nie poradzę. Przykro mi...
Granatowowłosy wziął do ręki komputer i jednocześnie poczuł pod powiekami piekące łzy. Jego ostatnia deska ratunku właśnie utonęła.
-Czyli nic nie zrobicie? - spytał głosem pozbawionym emocji.
-Nie... Nie możemy podjąć działań bez odpowiednich dowodów...
Ahito zaklął cicho, ale dobitnie. Tak, żeby go usłyszano. Już nie słuchał. Skierował sie w kierunku wyjścia całkowicie ignorując Helsa, Mike'a i komendanta.
-Jerry... Zrozum mnie. Nie mogę teraz przyjąc tego wyzwania. Nie znajdę tak szybko obrońcy! To w końcu tylko kilka godzin!
-To wystaw klona - Jerry uśmiechnął się - W końcu to wy jesteście mistrzami, a my zwykłymi amatorami - założył nogę na nogę i zaczął nonszalancko machać stopą - Jeden zawodnik miej nie zrobi ci różnicy. No chyba, że się boisz...
W Aarchu oderzwała się urażona duma trenera.
-Zgoda - wyciągnąl rękę, którą Jerry uścisnął.
-A więc... Do zobaczenia za kilka godzin.
Micro siedział w pokoju wspólnym i robił trzy rzeczy na raz. Co w jego przypadku było nie lada wyczynem. Zazwyczaj z trudem robił jedną rzecz. A teraz nie dość, że poklepywał po plecach załamanego D'Jocka, obserował kłócące się dziewczyny i myślał. W wyobraźni widział Zolein i... Jill. I sam nie wiedząc czemu zaczął je porównywać. Nagle blond włosy Zoeline wydawały się takie pospolite przy niezwykłych różowych ze złotymi pasemkami włosami Jill. Niebieskie oczy jego dziewczyny zdawały się być zbyt blade dla każdego kto choć raz ujrzał granatowe oczy tej dziewczyny.
Chłopak nie chciał tego przyznać, nawet przed samym sobą, ale chyba się zakochał. Tylko teraz powstawało pytanie. Co z Zoleline? Niestety nie mógł nic wymyślić.
Thran skakał bezmyślnie po kanałach nie mogąc skupić wzroku na żadnym programie. Jego myśli wciąż krążyly wokół szantażu. Albo raczej kwoty jaką musiał zapłacić. Na szczęście nie musiał się tłumaczyć przed rodzicami. Czemu zamiast trenować siedzi w domu i na każdym wolnym kawałku kartki pisze wprost niebotyczną kwotę. Matka i ojciec wyjechali akurat do jakiejś dalekiej rodziny i cały dom miał do swojej dyspozycji.
Wyłączył telewizor i podkulił kolana pod samą brodę. Zaczął kiwać się w przód i w tył. Nawet nie zorietował się kiedy zasnął. Nie spał zbyt długo. Obudził się niespełna trzydzieści minut później. Z krzykiem. Gwałtownie usiadł i zaczął cieżko dyszeć. Zimny pot spływał mu po czole a w uszach nadal rozbrzmiewał huk wystrzału. Wystrzału, który pozbawił życia jego ojca. Zdecydował się w jednej chwili. Chwycil wiszącą na wieszaku kurtkę i wybiegł z domu.
-Pan raczy sobie żartować - skrzywił się D'Jock - Mamy grać z tymi amatorami? Przecież to bez sensu!
-On ma rację! - poparł przyjaciela Rocket - Pokonamy ich bez trudu!
-To mi to udowodnijcie! - warknął Aarch. Miał już dość tego ciągłego narzekania. - Marsz na boisko, bo jak się wkurze to ten mecz będzie najmiejprzyjemniejszą rzeczą jaka was spotka w ciągu najbliższych czterech lat!
-A gdzie jest Thran? - spytała Tia rozglądając się dookoła.
Ahito dopiero teraz się obudził. Jak do tej pory nawet nie zauważył zniknięcia brata.
-Cholera - mruknął.
Aarch wydawał się nie słyszeć pytania.
-Na boisko!
Ustawili się na swoich pozycjach.
D'Jock posłał pełne wyższości spojrzenie Shanti na co dziewczyna zareagowała wystawieniem mu języka. Piłka w górze. Rudowłosy bez zbytniego trudu przejął ja i podał do Rocketa. Kapitan chwilę podryblował w miejscu poczym oddał piłkę Micro. Napastnik uśmiechnął się w strone Jill i strzelił. Jak można się było spodziewać trafił. Sean nawet nie zdąrzył się ruszyć.
Po pierwszej połowie wynik był jasny i klarowny. 5:0 dla Snow Kidsów. Ich przeciwnicy nawet na moment nie zbliżyli się do piłki.Na ich korzyść nie przemawiał nawet fakt, ze aktualnym mistrzom brakowało jednego zawodnika. I to, że zastąpił go raczej mało rozgarnięty klon. Chociaż „malo rozgarnięty" w tym przypadku to był eufemizm. Kilka razy niemal nie doprowadził do samobójczego gola Snow Kidsów. Na szczęście Ahito stał na posterunku i dzielnie bronił dostępu do bramki. Starał się myśleć tylko o tym, a nie martwić się o swojego brata.
Druga połowa zapowiadała się równie źle dla „nowych" co pierwsza. Tuż po gwizdku piłkę przejął D'Jok i ruszył od razu w kierunku bramki. Sean patrzył na to jak w zwolnionym tempie. Mocniej zaparł sie stopami w podłoże, ale kiedy tylko zobaczył, że za piłką wystrzeloną w jego stronę ciągnie się błękitny ogon Oddechu zrezygnował. Chciał się uchylić, ale nie zdążył. Zabrakło mu dosłownie ułamka sekundy. Piłka z niezwykłą siłą uderzyła go w głowę i odbijając się od niej wpadła do bramki. Jednak na to nikt akurat nie zwrócił uwagi. Wszyscy patrzyli jak czarnowłosy pada na ziemię kurczowo trzymając się za głowe.
D'Jock stał jak wryty nie mogąc uwierzyć, że on do tego doprowadził.
-Cholera - zaklął nie mogąc wydusić z siebie nic mądrzejszego. Ani bardziej adekwatnego do zaistniałej sytuacji.
Shanti pierwsza odzyskała władzę w ciele.
-Sean! - wrzasnęła, a po jej policzkach potoczyły się łzy. Podbiegła do nieprzytomnego chłopaka, ale zaraz została siłą odsunięta, żeby jej miejsce mogła zająć Simbay.
W tym momencie mecz został przerwany.
Thran ze strachem patrzył na mężczyznę. Był to wysoki, niemal na dwa metry, dobrze zbudowany. Albo raczej umięśniony niczym szafa trzydrzwiowa, pomarańczowowłosy i fioletowooki ochroniarz przywódcy największej mafii na Akilianie. Sam szef nie robił takiego wrażenia. Był to mały, przyłysawy staruszek co chwila pociągający cygaro i delektujący się czerownym winem. Czarne oczy skrywane za okularami lustrowały biednego chłopaka od stóp do głów. Thran miał wrażenie, że za chwile przewiercą go na wylot. Mimo to nie mógl oderwać wzroku od ochroniarza. Dlatego aż pisnął kiedy czarnooki w końcu się odezwał.
-Więc... - wyłamał sobie palce, a Thranowi, który i tak był już spocony jak ruda mysz, przeszedł dreszcz po kręgosłupie.
-Więc - powtórzył - Chcesz od nas pożyczyć pieniądze... Tak? - spojrzał na niego spod okularów, a chłopak dalej jak głupi gapił się na ochroniarza. Nagle poczuł silne uderzenie w policzek, a w ustach pojawił mu się smak krwi.
-Szef do ciebie mówi - ochroniarz po raz pierwszy przemówił. A głos miał zimny i wyprany ze wszystkich emocji.
Thran splunął i wypluł wybitego zęba. Miał nauczke. Teraz wiedział na kogo ma się patrzeć. Przeniósł spojrzenie na drugiego mężczyznę.
-Zapytam jeszcze raz - znów wyłamał sobie palce - Tak?
Pokiwał głową.
-Hmmm... - czarnooki podrapał się po brodzie - A znaj mój gest! - niespodziewanie się uśmiechnął - Pożycze ci te pieniądze. I to na niski procent...
Thran myślał, że śni. Był pewien, że zaraz go wyrzucą a tu coś takiego... Tak się zamyślił, że nawet nie zauważył kiedy ochroniarz wścisnął mu do ręki walizkę.
-Masz mały i znikaj!
-Dziękuje! - krzyknął i zaczął się wycofywać w kierunku drzwi.
-Nie dziękuj... Masz tą kasę, bo zbilem ją na zakładach w meczach z waszym udziałem - szef roześmiał się głośno - No już! Zmykaj!
Shanti patrzyła na nieprzytomnego chłopaka. Był trochę blady, ale i tak zaczynał już nabierać kolorów. Zdecydowanie wyglądał lepiej niż kiedy zabierano go z boiska. Rudowłosa zadrżałą na samo wspomnienie. Chociaż to wszystko wyglądało zdecydowanie gorzej niż tak naprawdę było. Jak się później okazało to był jedynie lekki wstrząs mózgu. Simbay powiedziała, że się wyliże. Za tydzień lub dwa. A póki co musiał leżeć.
-No bo co innego może robić nieprzytomny człowiek? - spytała sama siebie dziewczyna. Nagle Sean poruszył się niespokojnie. Mocniej ścisnęła jego dłoń.
-Wody - wychrypiał słabym głosem nawet nie otwierając oczu.
Shanti szybko chwyciła stojący na szafce kubek z wodą i przystawiła go do spierzchniętych ust czarnowłosego.
Sean pił łapczywie nie zwracając uwagi na to, że płyn spływa mu po brodzie i moczy kołdrę. W końcu ugasił pragnienie i opadł z powrotem na poduszki. Syknął cicho, gdyż głowa nadal pulsowała mu nieziemskim bólem.
-Dzięki - wyszeptał i delikatnie otworzył oczy.
Rudowłosa zamarła z kubkiem w ręce. Sean po raz pierwszy w życiu jej za coś podziękował. Jednak dość szybko odzyskała rezon.
-Nie ma sprawy - przekrzwiła zabawnie głowę - A jak tam twoja łepetynka?
-Boli - jęknął - Co mi właściwie jest?
-Wstrząs mózgu - wzruszyła ramionami - Chociaż moja diagnoza jest inna. Żeby dostać wstrząsu czegokolwiek najpierw trzeba to mieć.
Nie odpowiedział tylko poruszył się niespokojnie jakby chcąc przyjąc pozycję w której ból będzie mniejszy. Jednak uzyskał odwrotny efekt. Shanti westchnęła, chwyciła go za ramiona i ułożyłą na poduszkach.
-I jak?
-Lepiej... - uśmiechnął się jakby z ulgą.
Rudowłosa chwilę mu się przyglądała, aby w jednej sekundzie zdecydować się na dość śmiały ruch. Pochyliła się nad czarnowłosym i pocałowała go w usta.
Mei znudzona sprawdzała pocztę. Nagle jej wzrok padł na jeden mail. Od razu się ożywiła. Cudem udało jej się włączyć wiedomość, gdyż ręce tak jej się trzęsły, że niemal uniemożliwiały prowadzenie myszki. W miarę czytania na jej policzki wstępował coraz większy rumieniec.
-Tak! - wrzasnęła w końcu tak głośno, że siedząca w fotelu Tia podskoczyła i wypuściła z rąk gazetę.
-Co się stało? - białowłosa spojrzała przerażona na współlokatorkę, która była właśnie mniej wiecej w połowie piruetu tańca radości.
-Udało mi się! Przyjęli mnie!
Zielonooka dalej niewiele z tego rozumiała.
-Gdzie?
-Do agencji modelek! Rozumiesz?! Zostanę modelką! Profesjonalną modelką! Będę jeździć na pokazy! Poznam sławnych ludzi! - oczy Mei zaszły mgłą. Ona już była w innym, lepszym świecie.
Tia nie podzielała jej entuzjazmu.
-A co z drużyną?
-Walić to - zaśmiała się obłąkańczo - Jak Thran nas wystawił do wiatru to i ja mogę.
-Ale Thran...
-Odszedł - brunetka już zaczęła się pakować.
-Skąd wiesz? - Tia dopadła do dziewczyny i chwyciła ją za nadgarstki.
-Słyszałam jak Aarch rozmawiał z Clampem, że trzeba będzie znaleźć nowego obrońce - urwała i podrapała się po brodzie - Lepiej pójde do niego od razu... Jak już szuka to niech szuka dwójki!
I wybiegła zostawiając oniemiałą Tię samą.
Minęło kilka dni. Kilka niezbyt przyjemnych dni.
Mei naprawdę odeszła z drużyny. Nie przejeła się niczym po prostu powiedziała, że odchodzi i to zrobiła. Ale i tak drużyna bardziej była zła na Thrana. Bo on ich opuścił bez słowa wyjaśnienia. D'Jock nawet się wybierał, żeby „powiedzieć" mu co o nim myśli. Na szczęście Ahito wyperfadował mu ten zamiar. Sam chciał się jakoś skontaktować z bratem, ale ten zawsze go zbywał, aż w końcu przestał odbierać telefony i udawał, ze go nie ma w domu kiedy przychodził. Bramkarz był już zmęczony tym wszystkim i w końcu sam urwał kontakt.
Sean jeszcze nie wyszedł ze szpitala. Shanti nadal się nim zajmowała. Żadne nie wracało do tematu ostatniego pocałunku, to ciążyło na duszy chłopaka niemal jak dwutonowy głaz.Nie wiedział jak ma się teraz zachować. Czy tak jak dziewczyna udwać, ze tego nie było czy może... Nie! Gwałtownie pokręcił głową, co zakończyło się nowym bólem. Po chwili poczuł na czole zimny kompres, który momentalnie przyniósł mu ulgę. Mruknął z zadowloniem.
-Nauczysz się w końcu, że masz leżeć nieruchomo?
Nie odpowiedział tylko lekko się uśmiechnął. Zauważył, że jego uśmiech to najlepsza nagroda dla dziewczyny.
Shanti zaczerwieniła się lekko i potzrąsneła głową, tak aby włosy zakryły jej twarz.
Sean nie mógł oderwać od niej wzroku. Teraz była taka ładna. I spokojna... Jak nie ona.
-Shanti?
-Co? - odwróciłą się i stanęła twarzą w twarz z chłopakiem - Nie powinieneś wsta... - reszta utonęła w jego ustach.
Thran czuł jak mu lekko na duszy. To było wspaniałe uczucie. Dał szantażystom kasę czym zakończył ten nieprzyjemny epizod w swoim życiu. Nareszcie! Walnął się na kanapę i nie wiedziedział czemu zaczął się śmiać.
Czarnooki mężczyzna wypuścił z ust dym z cygara, który uformował się w obręcz, aby po chwili zniknąc. Powtórzył ten sam gest kilka razy. Aż nie wykończył cygara i nie wypił trzech kieliszków wina. Dopiero wtedy odezwał się do stojącego obok ochroniarza.
-Przyprowadź Cearse.
Mężczyzna posłusznie skinął głową i zniknął za drzwiami. Pojawił się znowu po niespełna pięciu minutach. Ale nie sam. Prowadził za rękę, około osiemnastoletnią dziewczynę z długimi brązowymi włosami, zielonymi oczami ciskającymi gromy. Unrana była w dość szerokie jeansy i czarny T-shirt z krótkim rękawem, który idealnie odsłanial dziwny tatuaż na ręce dziewczyny. W ręce, której nie trzymał ochroniarz dumnie dierżyla fioletową deskorolkę.
-Czego? - warknęła stajac przed szefem.
Nie zwrócil uwagi na jej ton.
-Masz go zlikwidować - rzucił jej fotografię Granatowowłosego chłopaka o czarnych oczach.
Po twarzy zielonookiej przeszedł cień.
-Ale dlaczego? Przecież pożyczyłeś mu kasę.
-Odwidziało mi się - zarechotał. Zawiało od niego alkoholem -Cearse się skrzywiła.
-Ale w taki sposób nigdy nie odzysasz kasy!
-Nieważne - machnął ręką jakby odpędzał muchę - Idź i wykonaj rozkaz.
Micro wziął głęboki oddech i szbko wystukał numer Zolein. Odebrała już po pierwszym sygnale.
-No co jest kochanie? - jej głos był radosny i pełen uczucia. W gardle chłopaka zaczęła powstawać jakaś dziwna gula.
-No co? - zdziwiła się - Dlaczego nic nie mówisz?
Miał już przygotowana mowę. Delikatną. Tak, żeby jej nie zranić. A przynajmniej nie za bardzo. Ale w tym momencie stchórzył. I zrobił najgorszą rzecz jaką może zrobić chłopak w jego sytuacji.
-To koniec! Zrywam z tobą! Mam kogoś innego! - wykrzyczał na jednym, tchu, poczym się rozłączył i rzucił telefonem o przeciwległą ścianę. Ogdłos łamanego pastiku jakby go jakos otrzeźwił. Potzrąsnałą głową i ruszył w kierunku pokoju wspólnego. Dość szybko w tłumie zupełnie niepotrzebnych mu ludzi dostrzegł tą jedną osobą, na której mu zależało. Ruszył w jej kierunku.
-Micro? - Jill na jego widok odrzuciła włosy do tyłu i uśmiechnęła się przyjacielsko - Coś się stało? - jej mina stężała - Wyglądasz dziwnie.
Nie odpowiedział. Chwycil ją za policzki i przyciągnął ku sobie. Złożył na jej ustach namiętny pocałunek zupełnie nieprzejmujac się nikim z zebranych.
Stała nad chłopakiem i celowała do niego z pistoletu. Jej ręka drżała. Pierwszy raz zdawało jej się nie wykonać zadania szybko i perfekcyjnie. Nigdy nie zastanawiała się jak obejść rozkaz szefa. Aż do teraz. Dlaczego? Może dlatego, że leżący przed nią związany chłopak wydawał się jej najpiękniejszym na świecie? Może dlatego, ze podkochiwała się w nim skrycie od lat? A może dlatego, ze ta głupia miłoskta zdążyła się już zamienić w prawdziwą miłość? Nie potrafiła sobie odpwoedzieć. Westchnęła cieżko i schowała pistolet za pasek. Poczym pochyliła się nad Thranem i ściągnęła mu z ust knebel. Chłopak od razu złapal powietrze. Tak gwałtownie i niefortunnie, że się zakrztusił. Dlatego kilka razy uderzyłą go w plecy.
-Nic ci nie jest? - spytała z troską.
-Nie... - odpowiedział zdziwiony, a zaraz potem wrzasnął - A co cie to obchodzi?!
-Bo nie chce żeby stała ci się krzywda - pogłaskałą go po policzku i zaczęła rozplątywać więzy.
Nic z tego nie rozumiał.
-Ale... Ty... I pistolet...
-Mój szef chce żebym cie zabiła... Ale ja nie potrafię. - siłowała się z supłem na nadgrastach. A może tylko udwała, żeby móc dłużej bezkarnie go dotykać?
-Ale... - nie mógł wykrztusić nic mądrzejszego.
-Nie pożycza się pieniędzy od mafii Thran - w końcu go rozwiązała - Uciekaj stąd... I to jak najszybciej. Teraz powiem, że cię nie znalazłam. Wróce tu za trzy dni. I ciebie ma tu nie być. Rozumiesz?
Pokiwał głową.
-To dobrze... - skierowała się w strone otwartego okna.
-Zaczekaj! Jak ci na imię?
- Cearse.
D'Jock ziewnął To go nudziło. Nie... Nie nudzilo go. On był wściekły. I zazdrosny. No bo który chłopak chciałby patrzec jak jego była dziewczyna mizdrzy się w jakiś skąpych ciuszkach przed podsarzałym fotografem. Chyba żaden.
Mei na przeprosiny zaprosiła ich na jedną z sesji. Reszta się zgodziła, więc i jemu nie wypadało odmówić. A teraz żałował. I z zazdrością patrzył na całujących się Micro i Jill. Niemal od razu po tym pamiętnym pocałunku zostali parą. A to było... pogrzebał w pamięci... Trzy dni temu. Oczywiście nastąpiła drobra przeprawa z Zoelin. Dziewczyna dostała ataku histerii, ale w końcu się pogodziła. Po tym jak rzuciła na bruneta jakąś dziwną klątwę.
Rudowłosy siegnął po kubek z woda i jego dłoń styknęła się z jakąs inna. Spojrzał na tą osobą. I momentalnie zapomniał języka w gębie. Bo przed nim stało bóstwo. Długonoga blondynka o niesamowitych perłowych oczach i uśmiechu białym jak Świerzy śnieg ubrana jedynie w skąpe bikini, okryta lekkim płaszczem.
-Przepraszam - zaśmiała się - Nie chciałam.
-To ja nie chciałem! - krzyknął zdecydowanie za głośno.
-Ty jesteś D'Jock tak? - siegnęła po napój.
-Taaaak - wydukał.
-Podziwiam cię, wiesz?
-Sam siebie też powdziwiam - powiedział zanim zdąrzył się ugryźć w język.
Blondynka roześmiała się.
-Widze, że nie masz problemów z samoakceptacją. Może umówiłbyś się ze mną dzisiaj na kolacje?
Przystał na to z chęcią.
-Co ty tutaj robisz? - warknęła na widok Thrana.
-Czekam na ciebie...
Stanęła jak wryta.
-Ale czemu?
-Bo chce wiedzieć dlaczego mnie nie zabiłaś! - aż sam się sobie dziwił. Przecież po czymś takim powinien uciekać gdzie pieprz rośnie! A on czeka na swojego przyszłego kata. „Jestem kretynem" pomyślał. Ale Cearse tak na niego działala, że nie mógł odejść jeszcze raz jej nie ujrzawszy.
-Bo cie kocham debilu!
Zaniemówił... Takiego wyznania się nie spodziewał.
-Naprawdę? - przysunął się bliżej.
-Tak! - podeszłą do niego i bezcermonilanie pocałowała w usta. - Wróce tu jutro i ciebie ma tu nie być! Obiecujesz?
Skinął głową.
Ale był. Tak samo jak następnym razem. I następnym. Wkrótce to wszystko zaczęło wyglądać jak randki. I faktycznie nimi były. Thran zorientował się szybko, że pokochał Cearse. Przestał się nawet obawiać o własne życie. A i ona zapomniała o swojej misji. Do czasu.
Silne uderzenie w policzek. Jęknęła.
-Za co?
-Miałaś go zabic, a nie flirtować! - w czarnych oczach mężczyzny paliłą się wściekłość.
Zmroził ją starch.
-Ja nie flirtuję! Jeszcze go nie dorwałam! A wiesz, że zabijam tylko w domu!
-Nie kłam!
Kolejne uderzenie.
-Erkulus was widział!
Posłała mordercze spojrzenie ochroniarzowi.
-A jestes pewien, że on nie potrzebuje okularów?
-Zamknij się! - dostała kopniaka w brzuch - I pamiętaj! Masz go zabic! Inaczej ja zabije twoją rodzinę! I matkę i ojca i nawet te słodkie maleństwa...
W umyśle Cearse momentalnie pojawił się obraz jej matki, ojca i dwóch młodszych braci.
-Dobrze - spuściła głowę - Zobię to dzisiaj w nocy.
Thran obudził się czując jak ktoś się do niego przytula.
-Cearse? - zdziwiony patrzył jak dziewczyna ładuje mu się do łóka i okrywa się kołdrą. - Przecież miałaś przyjść dopiero jutro po południu...
-Wiem - uśmiechnęła się smutno - ale nastąpiła mała zmiana planów - pocałowała go namiętnie.
-Jaka?
Nie dostał odpowiedzi. Zamiast tego poczuł jak ręce dziewczyny kierują się w kierunku jego bokserek.
-Ale...
Zamknęła mu usta kolejnym pocałunkiem. Po chwili został nagi.
-Chcesz tego? - spytał.
-Tak.
Zaczął ja rozbierać. Razem zagłębili się w oceanie rozkoszy na całą noc.
Kiedy zaczęło świtać Thran objął dziewczynę ramieniem.
-Było wspaniale - wymruszał zadowolony.
-Tak - jej głos drżał - wspaniale.
Siegnęła po leżacy na podłodze pistolet.
-Thran...
-Tak?
-Kocham cię.
To były ostatnie słowa jakie usłyszał. Zaraz potem był huk wystrzału, nieziemski ból w klastce piersiowej i w końcu... Nic.
Cearse patrzyłą na martwe ciało swojego kochanka a łzy płynęły jej po policzkach. Nie wyobrażała sobie życia bez niego. Nie potrafiłaby... W magazynku został jeden nabój. Przystawiła pistolet do skroni i pociągnęła za spust.
Ahito stał nad jedną z wielu mogił na cmentarzu. Zimny wiatr targał mu włosy i wysuszał łzy płynące po policzkach. Padający śnieg obsypywał chłopaka białym puchem. Nie przeszkadzało mu to. Tak samo jak to, że przemarzł na kość a palce u rąk zaczynały kostnieć. Zobojętniał na wszytsko. Schudł. I to bardzo. Blada cera i podkrążone oczy świadczyły, że nadal nie pogodził się z tym wszystkim. Choć minęło już pół roku, on nadal się zadręczał.
-Chodź - ktoś pociągnął go za rękę. Machinalnie ścisnął dłoń niebieskowłosej dziewczyny o złotych oczach...
-Jeszcze chwila - poprosił.
-Nie - pociągnęła go mocniej - Stoisz tu od kilku godzin. Chodź do domu.
Tym razem nie zaprostestowal. Tylko jeszcze ostatni raz rzucił krótkie spojrzenie na napis na płycie nagrobnej.
„Thran
Wspaniały syn, brat, przyjaciel i piłkarz".
-Nawet się nie pożegnałeś braciszku - szepnął, a wiatr poniósł jego szept po całym cmentarzu. Jego echo doszło nawet tam gdzie w zasadzie dojść nie powinno. I Ahito był pewien, że w szumie wiatru usluszał głos swojego brata.
-Przepraszam.
Powiem jedno, kończe z pisaniem .... I to jest ostateczna decyzja no chyba że coś mi się zachce napisac, ale w to szczerze wątpię. Mam wiele podstaw żeby w końcu to zakończyc. Przecież i tak nikomu na tym blogu nie zależy, no moze Ważce, Alex i chyba Marrcie ale tak to nikomu :( .
Żegnajcie :*
Taaa napisałam, że nie będę pisać a tu bam, notka jest ! Wiem, że już się wszyscy cieszyliście, że nie będzie moich beznadziejnych notek ale ja jakoś tego bloga nie potrafię pozostawić ... z resztą mam tyle fajnych pomysłów :D A tą notkę zawdzięczam Ważce, ona baaaaaaardzo mi w niej pomogła. Dziękuje Ważko :D
Nadal nie mam nazwy dla tej nowej drużyny :( może m i pomożecie ?? Jeśli ktoś ma jakieś fajne pomysły co do nazwy to proszę pisać :D Z góry dzięki :*:*
A teraz zapraszam do czytania :D
Rozdział 11
D'Jok kroczył przez korytarz zatopiony we własnych myślach. Myślał o tym w jaki sposób przeprosić Mei. Ona na pewno jest na niego bardzo wkurzona, widział to w jej oczach, gdy na niego patrzyła. Były przepełnione nienawiścią do niego. Długo jeszcze o tym myślał, aż w końcu na kogoś wpadł i upadł na podłogę.
-Uważaj jak chodzisz co? - wrzasnął rudy wstając z podłogi.
-Ej co Ci jest stary?
-Micro-Ice?
-Tak, a kogo się spodziewałeś?
-Na pewno nie ciebie?
-To kogo? Babci Luci?
-Zamknij się.
-Gdzie idziesz?- mały zmienił temat.
-Do Mei - mina mu zrzedła.
-Uuu stary, współczuje - poklepał przyjaciela po ramieniu - Mam nadzieję, że przeżyjesz starcie z nią.
-Ja też - westchnął - Życz mi szczęścia.
-No to życzę Ci szczęścia, a i na przyszłość nie zamyślaj się tak i spróbuj nie wpadać na ludzi. A jak już na kogoś wpadniesz to przeproś, a nie się na niego wydzierasz.
-Dobra, dobra ty mnie nie pouczaj, bo sam nie jesteś lepszy.
-Ty już lepiej idź- wypiął mu język. D'Jok odwzajemnił gest i ruszył do gabinetu Dame Simbai, gdzie tymczasowo mieszkała Mei. W końcu doszedł, stanął przed drzwiami i zapukał. Odpowiedziała mu głucha cisza. Znów zapukał ale i tym razem nikt nie odpowiedział. Złapał za klamkę i nacisnął. Ku jego zdziwieniu drzwi były otwarte. Wszedł i zastał tam śpiącą na dużym zielonym łóżku Mei. Podszedł do łóżka, usiadł na krześle stojącym obok niego i pogłaskał dziewczynę po policzku.
-Kocham Cię - szepnął jej do ucha.
Thran siedział na łóżku w swoim pokoju i rozmyślał o listach z pogróżkami. Zastanawiał się czemu to jego się przyczepili. Co on im takiego zrobił. Jego przemyślenia przerwał Ahito, który właśnie wpadł do pokoju.
-Siemanko braciszku - krzyknął i wskoczył na łóżko.
-Ahito czy ty jesteś pijany?
-Nie, ani trochę nie piłem. Wiesz, sam nie wiem czemu ale mam dziś świetny humor.
-Taa ... dobrze, że chociaż ty jesteś szczęśliwy - powiedział cicho granatowłosy, lecz Ahito już spał, więc Thran włączył komputer, usiadł przy biurku i włączył sobie grę. Grał w nią 2 godziny, aż w końcu mu się znudziła, więc ją wyłączył. Popatrzył się w monitor i już miał wyłączyć urządzenie ale przypomniał sobie, że musi sprawdzić pocztę. Po chwili poczta była włączona, a Thran ją sprawdzał.
-Reklamy...bla, bla, bla ... my dziewczyny ... od kiedy ja jestem dziewczyną? ... o jest meil. Ciekawe od kogo? - kliknął na niego i po chwili pojawiła się jego treść, zaczął czytać na głos.
-Powiesz jeszcze komuś, a nie żyjesz i ta twoja pieprzona rodzinka także. Lepiej się streszczaj z kasą, nasz szef nie lubi czekać i chyba rozumiesz, że żadnej policji, masz przyjść sam..., a i masz odejść z drużyny, dajemy Ci czas do piątku, czyli 2 dni, bo jak nie to ... - skończył czytać i zaczął panikować - O nie ! Jak oni się dowiedzieli? Pewnie mnie śledzą. Czemu oni to robią? Ja tego nie wytrzymam... - krzyczał tak głośno, że aż Ahito się obudził.
-Co się stało?- zapytał zaspany Ahito i podszedł do brata.
-Dostałem meila ... - odpowiedział ze łzami w oczach.
Ahito momentalnie zbladł. Nie zwracając uwagi na protesty brata przeczytał treść listu. Z każdym zdaniem jego mina tężała. Kiedy skończył zwrócił się do Thrana:
-Musimy z tym iść na policję - powiedział twardo.
-Nie! - krzyknął chłopak śmiertelnie już przerażony - Nie czytałeś?! Oni nie chcą żadnej policji!
-Wiem - kiwnął głową - Ale jak ty to sobie wyobrażasz?! Nie ma innego wyjścia! Nie uda ci się zdobyć tyle kasy w dwa dni. - założył ręce na piersiach - Nie mówiąc już o odejściu z drużyny. Tego po prostu nie wolno ci zrobić!
W Thranie aż się zagotowało. Momentalnie wstał i stanął twarzą w twarz z bratem.
-Posłuchaj. Nie masz prawa mówić co mi wolno a czego nie! W ogóle żałuję, ze ci to tym powiedziałem! - wrzasnął dźgając go palcem wskazującym w pierś - W ogóle mi nie pomagasz! Robisz wszystko, żeby uratować własny tyłek! Jeśli pójdziesz z tym na policję wszystkiego się wyprę! A ty nie będziesz miał żadnych dowodów!
Wyminął go i podszedł do komputera. Jednym kliknięciem skasował całą zawartość poczty.
-Oszalałeś! - Ahito nie mógł pojąć co wstąpiło w jego brata.
Thran zignorował to. Wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
Ahito został sam. Chwile stał w miejscu zastanawiając się co teraz może zrobić. Zdecydował. Wziął pod pachę laptop brata i wyszedł z pokoju.
-Kocham cię...
-Dziwnie to okazujesz!
D'Jock aż podskoczył na dźwięk zimnego głosu Mei. Jego ręka zastygła pół centymetra nad jej policzkiem.
-Chcesz mnie udusić Czy co? - prychnęła brunetka siadając na łóżku.
-N..nn..nie - wydukał rudowłosy - Ja tylko... Od kiedy nie śpisz? - zadał idiotyczne pytanie.
Mei wydęła wargi.
-Od kiedy tu przylazłeś i mnie obudziłeś! Ruszasz się jak słoń w składzie porcelany.
-Przepraszam! - spuścił głowę a wzrok utkwił w czubkach swoich butów.
-Po co przyszedłeś? - spytała a jej głos ociekał chłodem.
-Żeby cię przeprosić. - D'Jock czuł jak jakiś dziwny dreszcz przechodzi mu po kręgosłupie. Wiedział, ze Mei będzie wściekła, ale nie myślał, ze aż tak - To był wypadek...
-Wypadkiem możesz nazwać to, ze rozlałeś mleko! To była zwykła głupota! W dodatku dość wcześnie przychodzisz z przeprosinami!
-Wiem - westchnął - I naprawdę przepraszam... Nie chciałem... Nie wiedziałem... nie pomyślałem...
-W to akurat mogę uwierzyć, bo jesteś pozbawiony komórek mózgowych!
Teraz to zupełnie nie wiedział co ma powiedzieć. Siedział więc cicho wyłamując sobie palce i czekając na jakąś reakcję ukochanej. Z doświadczenia wiedział, że teraz lepiej jej nie denerwować. A zdenerwować mogło ją wszystko. Dosłownie.
W Mei zaczęło się wszystko gotować. Przyszedł ją przeprosić a teraz siedzi z miną zbitego psa i myśli, że ona mu tak łatwo wybaczy. Że od razu wpadnie mu w ramiona szczęśliwa, że o niej pomyślał!. „Co to to nie kochanieńki" uśmiechnęła się wrednie.
-Co tak siedzisz?!
-A co mam robić?
-To po co przyszedłeś!
-Przecież przeprosiłem! Nic takiego się nie stało przecież...
Poczuła się jakby dostała obuchem w łeb.
-Nic?! - wrzasnęła tak głośno, że słychać ją było chyba na końcu Akademii - Złamałeś mi nos bawiąc się w jakąś idiotyczną grę z Micro i nazywasz to NIC?! A to, że straciłam przytomność?! To, że teraz musze mieszkać w gabinecie Simbai?! Że musze nosić to coś na nosie?! - wskazała na swój opatrunek.
-Nie przesadzaj - zaśmiał się szczerze. Ta jej przemowa była co najmniej zabawna -Do twarz ci z tym...
-Zamknij się! - ryknęła a chłopak schował głowę w ramiona. - Moje cierpienie cię śmieszy?! - dźgnęła go palcem w pierś.
-Nie! - krzyknął przerażony machając przy tym rękami jak oszalały. Znowu wszystko przekręciła. Była w tym mistrzynią - To nie tak!
-A jak?! A lepiej się nie odzywaj - powstrzymała go ręką, gdy tylko zobaczyła, ze otwiera usta - Nie pogrążaj się już.
Odetchnął z ulgą. Tak naprawdę to to wszystko zaczęło go męczyć. Zwłaszcza, ze Mei zaczęła przesadzać. Miała praw być złą, ale bez przesady...
-Wiesz co D'Jock?
Pokręcił przecząco głową.
-Miałam cię za innego. Za poważniejszego. Lepszego.
Poczuł się urażony. W końcu chyba nikt nie lubi jak mu się dogaduje.
-Skoro cię rozczarowałem to czemu ze mną jesteś? - parsknął - Dlaczego nie znajdziesz sobie kogoś innego? Poważniejszego. Lepszego? - spytał z ironią, która na brunetce nie zrobiła najmniejszego wrażenia. Siedziała dalej na łóżku i oglądała swoje paznokcie. Tak jakby zobaczyła je pierwszy raz w życiu. To tylko jeszcze bardziej zdenerwowało rudowłosego.
-Odpowiedz! - wrzasnął.
-Czekam aż mi pozwolisz - odrzuciła włosy w tył. Zdenerwowała go. I o to jej właśnie chodziło.
Chciał coś odpyskować, ale zrezygnował. Im szybciej skończą tą farsę tym lepiej. Usiadł z powrotem na krześle, z którego zdążył wstać w fali emocji.
-Słucham. - starał się, żeby jego głos brzmiał spokojnie - Dlaczego?
-Do tego właśnie zmierzałam. D'Jock. To koniec.
Nie zrozumiał. Nie mógł zrozumieć. Nie chciał.
-Co?!
-To K-o-n-i-e-c - przeliterowała.
-Ale dlaczego? - w oczach błysnęły mu łzy.
Pokręciła głową z dezaprobatą.
-Już ci mówiłam. Myślałam, że jesteś inny.
-Ale Mei! - chłopak powstrzymywał się tylko resztkami sił żeby się nie rozpłakać.
-D'Jock! Nie histeryzuj! - wydęła wargi - Takie rzeczy się zdarzają. Pomyliłam się i tyle.
-Ale, ale...
Wtedy nie wytrzymała. Wstała i niemal siłą wypchnęła go z pokoju.
-Pogadamy jak przestaniesz się nad sobą użalać. I jak mi się zechce! - zatrzasnęła drzwi tuż przed jego nosem.
Chłopak stał przez chwile w miejscu. W końcu oparł się plecami o ścianę i zjechał na dół. Rozpłakał się.
-Aaaaaaaaa!
Jakiś przeraźliwy wrzask poniósł się po całej Akademii. Postawiając wszystkich na równe nogi.
Rocket nie czekając ani chwili wybiegł z pokoju i jak oszalały pędził korytarzem przed siebie. Rozpoznał w tym krzyku głos Tii. Coś jej się stało... Biegł za krzykiem, który ani na chwilę nie cichł. W końcu znalazł swoja dziewczynę... Stojącą na środku holu na jakimś stołu. Stanął zdezorientowany i z głupia miną patrzył na białowłosą.
-Eeee... Tia?
Dziewczyna odwróciła się w jego stronę starając się ani na chwilę nie stając na podłogę. W jej zielonych oczach błyszczały łzy.
-Rocket! - krzyknęła jakby był jakimś superbohaterem.
-Tak, to ja - brunet był coraz bardziej zdezorientowany - Co się stało?
-Tam jest potwór! - zaniosła się szlochem, przedtem jednak wskazując coś pod ścianą.
Kapitan spojrzał we wskazanym kierunku i... parsknął śmiechem. Bo tam faktycznie był potwór. Miał osiom nóg, parę szczękoczułek i wielki owłosiony odwłok. Innymi słowy, był to pająk. Dość duży... Na oko tarantula lub ptasznik. Obrzydliwy, ale bez przesady.
-Jego się przestraszyłaś? - spytał Rocket biorąc pająka do ręki.
-Tak! I nie zbliżaj się z tym do mnie! - zastrzegła widząc, że chłopak idzie w jej stronę.
-Tia. Nie przesadzaj. On się chyba bardziej przestraszył ciebie niż ty jego. - zaczął głaskać pająka po odwłoku.
-Wątpię - prychnęła dziewczyna schodząc ze stołka - Mam arachnofobię - powiedziała cicho i pobiegła do swojego pokoju, zostawiając oniemiałego kapitana w towarzystwie „potwora".
-Milenda!
Rocket odwrócił się i ujrzał rozradowaną twarz Takuriego. Zielonowłosy podbiegł do chłopaka i niemal wyrwał mu z rąk pająka.
-Tu jesteś! - krzyknął i ku obrzydzeniu bruneta pocałował owłosioną głowę stawonoga.
-Takuri!
Micro skakał bez sensu po kanałach. Miał nadzieję, że jego przyjaciel przeżył wizytę u Mei. Chociaż niewiele na to wskazywało. Nie było go już od pół godziny... Jego rozmyślania przerwało czyjeś wejście. Niechętnie podniósł głowę do góry i aż zawirowało mu przed oczami. Otrzepał się niczym pies, wywołując śmiech nowoprzybyłej osoby. Po głosie rozpoznał, ze to dziewczyna. Kiedy mógł już normalnie patrzeć, pierwsze co ujrzał to długie różowe włosy ze złotymi pasemkami.
-Hej Jill - przywitał się. Jak kultura to kultura.
-Cześć - dziewczyna nieznacznie się zarumieniła. Pod pachą trzymała książkę - Nie będę ci przeszkadzać, jeśli trochę tu poczytam?
-Nie! - brunet pokręcił głową i wyłączył telewizor - I tak mi się już znudziło. Podobno oglądanie telewizji zabija szare komórki. A ja mam ich i tak mało, więc wolę nie ryzykować.
Dziewczyna roześmiała się.
-A! - krzyknęła jakby sobie o czymś przypomniała - Chciałam ci podziękować za zdjęcie. Tia mi opowiedziała jak je zdobyła. I muszę przyznać, że masz oryginalne pomysły na kryjówki.
Chłopak dumnie wypiął pierś. Jednak trochę się zarumienił kiedy dziewczyna usiadła obok niego na kanapie.
-Jill...
-Tak?
-Mam pytanie... Dlaczego nie wycięłaś mojego zdjęcia z gazety? Tak byłoby o wiele prościej. Granatowooka spojrzała na niego uważnie.
-To proste. Zdjęcie z gazety miałby każdy. A takiego „twojego" nikt. No poza tobą, twoją mamą, paniami z sekretariatu, twoimi kumplami i oczywiście szalonymi fankami, które namawiają kuzynki, żeby ukradły je z twojego pokoju.
Chłopak roześmiał się szczerze.
-A poza tym miałabym czym drażnić Xaviera - kontynuowała dziewczyna - Nawet nie wyobrażasz sobie jego miny kiedy mu pokazałam to zdjęcie! A ile on mi obiecywał za nie! Ale powiedziałam, ze nie wypłaciłby się do końca życia.
Micro śmiał się do łez. Ta dziewczyna była niesamowita. I tak świetnie się z nią gadało. Wtem poczuł jakiś dotyk na kolanie. To „coś" przesuwało się w stronę uda...
-Jill - powiedział zarumieniony po same końcówki uszu - Ja wiem, że mnie lubisz, ale nie sądzisz, że znamy się za krótko?
Różowowłosa przyjrzała mu się uważnie.
-A o czym mówisz?
-Zabierz rękę z mojego uda - szepnął nie patrząc na nią.
-Ale ja mam rączki tutaj - pomachała mu przed nosem otwartymi dłońmi.
-Więc co ja mam na udzie?! - przerażony spojrzał w dół poczym wydał z siebie zduszony wrzask i... zemdlał.
Jill w tym momencie miała ochotę zabić Takuriego. Zgrabnym ruchem chwyciła węża, który zdziwiony przyglądał się chłopakowi. Nikt tak jeszcze nie reagował na jego widok. I ruszyła w stronę pokoju chłopaka. Znalazła go na korytarzu.
-Takuri!
Wołany i brunet z przerażeniem przyglądali się wściekłej Jill, która wymachiwała przerażonym zielonym wężem niczym jakąś bronią.
-Takuri! Ja cię zabiję! Co to robi w pokoju wspólnym?!
-Nie wiem! - zielonowłosy zaczął się cofać -ktoś pootwierał wszystkie klatki!
W tym momencie zza rogu wypadła Shanti i Nanami zaśmiewając się do reszty.
-Mamy cię braciszku! - krzyknęła zielonowłosa.
Jak widać wróciłam z wakacji :D Było Extra .
Jakby ktoś nie zauważył to zdjęcia nowej drużyny ( nazwa w remoncie ) pojawiły się w galerii .
Nie chciałam wam tego mówić ale muszę . To już pewnie ostatnia notka na tym blogu . Powodów na zaprzestanie pisania jest wiele a ja już po prostu nie mam siły tego pisać i jeszcze pomysłów brak .
Jeśli mi się zachce to napiszę jeszcze notkę ale nic nie obiecuje . Raczej zawieszę bloga , bo wiem ze moje opowiadanie jest beznadziejne . Tylko nie myślcie że się nad sobą użalam , ja po prostu mówię prawdę .
Teraz zapraszam do czytania najprawdobodobniej ostatniej notki .
Rozdział 10
Snow Kids i nowa drużyna znaleźli się w sali odpraw . Aarch ciągle rozmawiał ze swoim przyjacielem , zapominając o zawodnikach , którzy bacznie wpatrywali się w siebie , milcząc przy okazji . Ciszę postanowiła przerwać rudowłosa dziewczyna o orzechowych oczach . Zerwała się z kanapy i podeszła do Rocketa . Wyciągnęła do niego dłoń .
-Jestem Shanti - chłopak odwzajemnił gest , a ruda uśmiechnęła się szeroko , odsłaniając przy tym swoje białe zęby - To moja drużyna - wskazała na grupkę dzieciaków siedzących na kanapie - Jestem ich kapitanem tak jak ty .
-Miło mi Cię poznać - odpowiedział brązowowłosy - To może się przedstawicie ? - zwrócił się do drużyny .
-Pozwól , że ja ich przedstawię - odpowiedziała - Nie mają jeszcze dopracowanej prezencji . Rocket spojrzał na nią lekko zaskoczony , ale kiwnął głową na znak , że się zgadza .
-To jest Nanami - wskazała na czternastolatkę o soczyście zielonych włosach i brązowych oczach . Dziewczyna zerwała się z miejsca i podeszła do każdego ze Snow Kidsów , witając się z nimi serdecznie, nie oszczędzając przy tym okrzyków radości, chociażby na widok Rocketa - Jest naszą rozgrywającą .
-Daruj sobie tę szopkę - powiedział dość niski chłopak o brązowych włosach i niebieskich oczach - Sami umiemy mówić .
Ruda rzuciła mu mordercze spojrzenie , a ten wystawił jej język i podszedł do Tii .
-Mam na imię Xavier i jestem najlepszym napastnikiem w naszej drużynie - uścisnął jej dłoń - Niestety muszę znosić tą rudą jędzę na co dzień i to jeszcze na boisku , koszmar ! Uwierzcie mi- westchnął głośno.
Gdy to powiedział , dostał po głowie od Shanti .
-Wyjmij te słuchawki z uszu , bo źle wpływają na twój i tak już maleńki mózg - odpowiedziała , co wywołało salwę śmiechu wśród zebranej młodzieży.
Do Snow Kidsów podszedł wysoki szesnastolatek o brązowych włosach i oczach tego samego koloru .
-Nie zwracajcie na nich uwagi - wskazał na dwójkę , która kłóciła się w najlepsze - Oni lubią zwracać na siebie uwagę , a poza tym połowa tej drużyny to albo debile , albo dziwacy , ale i tak ich lubię - uśmiechnął się .
-Cóż ... , chyba macie ciekawie - powiedział Thran - Miło Cię poznać ...
-Zack . Jestem Zack i gram na pomocy . A to Lea - skinął na bordowowłosą dziewczynę o fiołkowych oczach , która właśnie do nich podeszła - Jest moją dziewczyną i naszą niezawodną rezerwową , zawsze się przydaje - cmoknął ją w policzek , a fioletowooka przywitała się z każdym zawodnikiem Snow Kidsów . Do towarzystwa podszedł zielonowłosy chłopak .
-Takuri - wyciągnął dłoń do Micro-Ica - Miło mi was wszystkich poznać . Nawet teraz nie wierzę , że tu jesteśmy . To jakiś sen !
-Nie , to nie jest sen - odpowiedział brunet - Coś mi się wydaje , że z wami będzie tu o wiele ciekawiej .
-Jesteś bratem Nanami ? - zapytała Tia - Wyglądacie podobnie .
-Taaa , to moja siostra bliźniaczka , ale nie ma się czym szczycić .
-Cześć ludziska - dziewczyna o jasnoczerwonych włosach skoczyła na plecy Takuriego - Jak się macie ?
-Świetnie , ale zejdź ze mnie - warknął chłopak . Dziewczyna posłusznie wykonała polecenie - To jest Nahia , córka trenera - dziewczyna ukłoniła się nisko, po czym podbiegła do okna, aby obserwować wirujące na wietrze śnieżynki - Jest trochę stuknięta, ale i tak wszyscy ją uwielbiamy.
Chwilę potem w drzwiach pojawiła się dziewczyna o różowych włosach ze złotymi pasemkami . Jej granatowe oczy błysnęły gdy zobaczyła Tię . Białowłosa podbiegła do przybyłej .
-Jill ?? Co ty tu robisz ? - zapytała .
-Jestem w drużynie ! Nie chwaliłam Ci się ?
Tia nie odpowiedziała , tylko przytuliła kuzynkę . Odwróciła się do przyjaciół z drużyny .
-To moja kuzynka Jill - powiedziała, aby chwilę później pogrążyć się w rozmowie z różowowłosą.
-Miło mi was poznać- przerwała na chwilę rozmowę.
Micro-Ice spojrzał wymownie na D'Joka .
-Niezła jest - powiedział cicho- Warto było poświęcić zdjęcie. .
-Nie zapominaj o Zoeline stary- rudowłosy uderzył przyjaciela w plecy i puścił mu oczko.
-To gdzie macie bramkarza ? - zapytał Ahito , który obudził się na chwilę .
-To jest nasz bramkarz - powiedziała Shanti , która zakończyła właśnie kłótnię z Xawierem. Wskazała na wysokiego chłopaka stojącego z boku . Był ubrany na czarno ,a na głowie miał kaptur . Ruda podeszła do niego i ściągnęła mu go z głowy - Sean , przedstaw się . Chociaż tutaj nie bądź gburem .
Chłopak spojrzał na nią swoimi czarnymi oczami .
-Nie mam zamiaru się nikomu przedstawiać - odburknął i wyszedł na korytarz, nie zaszczycając nikogo spojrzeniem .
Dziewczyna wzruszyła ramionami i znowu podeszła do Snow Kidsów .
-On jest trochę dziwny , ale da się go lubić - powiedziała .
-Tylko ty go lubisz , bo się w nim zakochałaś - zaśmiał się Xavier - Nie ukrywaj uczuć złotko -powiedział to dziwnym, prawie że kobiecym głosem i zrobił głupią minę .
-Zamknij się ty głupi , mały pędraku . Zaraz ci wydłubię oczy darmozjadzie ! - wrzasnęła i pobiegła za chłopakiem , który rzucił się do ucieczki . Biegali tak po całym pomieszczeniu , wrzeszcząc niemiłosiernie. Ciągle dało się słyszeć coraz to wymyślniejsze wyzwiska. Ku zadowoleniu pozostałych, chłopak ciągle robił jakieś głupie miny i naśmiewał się z Shanti . W końcu z kimś się zderzył . Tym kimś niestety okazał się jego trener , Jerry . Chłopak spojrzał na niego przepraszająco , a Shanti zmyła się niepostrzeżenie z sali odpraw .
-Widzę , że już się zaklimatyzowałeś - wysoki mężczyzna o czarnych włosach , przyprószonych siwizną zwrócił się do Xaviera .
-Eeee .... no tak . Fajnie tu - wyszczerzył zęby .
Jerry potrząsnął głową z dezaprobatą i zwrócił się do pozostałych zawodników .
-Poznaliście się już tak ? - zawodnicy pokiwali energicznie głowami - Zatem czas przydzielić was do pokoi . Lea mieszkasz z Jill , Shanti z Nanami, Takuri z Zackiem, Xawier - spojrzał na brązowowłosego, który ciągle siedział na podłodze i uśmiechał się głupawo - pomieszkasz sobie z Seanem.
Mężczyzna uśmiechnął się triumfalnie, widząc ogromne zdziwienie, malujące się na twarzy nastolatka.
-Że co? - oburzył się - Wszystko, tylko nie on!
-Podjąłem już decyzję.
-Błagam - rzucił mu się do nóg i objął je rękami - Błagam , nie on!
-Bez dyskusji - strząsł natręta- A ty Nahio zamieszkasz ze mną- dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
-Rocket, Tia, Micro-Ice, zaprowadźcie naszych gości do pokoi- powiedział Aarch i wręczył kapitanowi kartkę- Tu masz numery.
Brązowowłosy kiwnął głową i razem z dwójką przyjaciół ruszył w stronę wyjścia. Za nimi podążyli zawodnicy drużyny Jerrego. Nikt nie zwrócił uwagi na głośny lament Xaviera.
Shanti przemierzała korytarze akademii w poszukiwaniu Seana. Szła dość szybko, a gdy ujrzała, znikającą za rogiem ,,czarną postać ''rzuciła się za nią w pogoń. Była bardzo szybka, więc z łatwością dogoniła uciekającego chłopaka. Złapała go za ramię i przycisnęła do ściany.
-Co się stało ? Dlaczego uciekłeś?
Odpowiedziała jej głucha cisza.
-Odpowiedz!
-Odczep się ode mnie!- odepchnął ją od siebie- Czego chcesz?
-Jestem twoja przyjaciółką, martwię się o ciebie!- powiedziała do niego z wyrzutem .
-Od kiedy jesteśmy przyjaciółmi? Co?- spojrzał na nią morderczym wzrokiem- Ja nie mam przyjaciół!- warknął i odszedł.
-Ale Sean!- krzyknęła Shanti do oddalającego się bruneta. Nie pobiegła za nim . Zrezygnowana wróciła się do sali odpraw. Jednak nie zastała tam nikogo. Gdy wychodziła z pomieszczenia wpadła na nią zielonowłosa dziewczyna. Z hukiem upadły na podłogę.
-Tu jesteś!- wrzasnęła Nanami- Szukałam Cię.
-Fajnie, ale teraz zejdź z mojej nogi.
-O, sorki- wstała i pociągnęła Shanti za rękaw-Chodź, przydzielili nam pokoje.
-Dobra, dobra. Chodźmy!- ruszyły w kierunku pokoi.
Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że tak szybko dodam nową notkę. Cóż, chyba zmieniam się na lepsze :D Serdeczne podziękowania kieruję do Ważki, która specjalnie dla mnie napisała drugą scenę z Thranem i Ahito. Jak ja Ci się odwdzięczę? Jesteś kochana. Z przykrością informuje także, że w następnym tygodniu, dokładnie 16 lipca, wyjeżdżam na wakacje, więc nie będzie mnie przez dwa tygodnie, albo i więcej. Wiem, że Wam nie robi to różnicy, bo i tak w tym czasie nie dodałabym notki :D Dzisiejsza notka jest dłuższa niż zwykle, jednak to w większości zasługa Ważki. Na koniec mam do Was prośbę, czy moglibyście wymyślić jakąś nazwę dla nowej drużyny, która przyjeżdża do Akademii? Byłabym wdzięczna. Propozycje piszcie w komentarzach. To ja konczę te zbędne ględzenie. Pozdrowionka :*
Zapraszam do czytania :D
Rozdział 9
-Kurde nie wiem jak zacząć , jest mi naprawdę trudno - powiedział Thran .
-I co z tego ? Masz mi powiedzieć - odpowiedział zezłoszczony Ahito .
-A może pójdziemy do Akademii i tam Ci powiem dlaczego ostatnio się tak zachowywałem?
-Nie ! Masz mi powiedzieć teraz .
-Ale jest mi zimno i zaraz będzie padał śnieg .
-I tak się od tego nie wymigasz !
-Wiem .
-No to powiedz Mi teraz .
-No nie wiem , bo ... - po tych słowach, nie wiadomo dlaczego, Thran zaczął biec -...muszę lecieć - dokończył .
-Zaczekaj ! Jeszcze z Tobą nie skończyłem - krzyknął Ahito i ruszył w pogoń za bratem .
-Ona jest bezlitosna ! Ja chcę Aarcha a nie ją - krzyczał Micro-Ice leżąc na łóżku i odpoczywając po treningu . Nawet nie wziął prysznica .
-Nie wierzę że to mówię ale masz racje . Ja też chce Aarcha - powiedział D'Jok, który właśnie rozciągnął się wygodnie, na miękkim materacu . Był tak samo brudny ja Micro .
-Teraz to chcesz Aarcha , a wcześniej mówiłeś , że ona nam nie da rady , chyba że sprowadzi terminatora . Przykro Mi to stwierdzać ale Simbai teraz sama stała się terminatorem, a raczej terminatorką !
-No sory, ale ty Mi przytaknęłeś .
-I co z tego ?
-To , że teraz nie mam ochoty słuchać twoich zażaleń . Przecież to nie moja wina , że ona taka jest . A z resztą skąd miałem wiedzieć , że ona jest taka ostra ?
-Dobra już dobra . Koniec kłótni - poddał się brunet .
-Ha ! I znów wygrałem .
-Ale nie wygrasz pierwszeństwa do łazienki - zaśmiał się mały ,gwałtownie wstał z łóżka i pognał w kierunku wspomnianego wcześniej miejsca . Już łapał za klamkę , gdy nagle D'Jok odciągnął go i sam otworzył drzwi . Nie udało mu się jednak wejść do pomieszczenia , bo Micro wskoczył mu na plecy , a czerwono włosy z łoskotem upadł . Gdy D'Jok leżał jak długi na podłodze, Micro-Ice wszedł do łazienki i zamknął drzwi na klucz .
-Wygrałem-krzyknął i wskoczył pod prysznic .
-Cholera - zaklął i uderzył pięścią w podłogę - Nienawidzę przegrywać .
Rocket i Tia oglądali jakąś komedię romantyczną , choć tak naprawdę żadnego z nich nie interesowała ta tandetna historyjka. W końcu Tia to zauważyła, ziewnęła głośno i zaczęła rozmowę .
-To może wyłączymy ten film , bo jak widać jest tak bardzo interesujący, że zaraz zemdleję z wrażenia.
-Masz rację, nigdy się tak nie wynudziłem- podrapał się po głowie- Ja nie wiem jak można to oglądać.
-Zapytaj Mei, ona ubóstwia to coś- wskazała na telewizor. Właśnie leciała jakaś romantyczna scena.
-To może włączymy jakiś horror?- zapytał.
-Ty to byś tylko filmy oglądał, albo co gorsza, powtórki meczów. Nie mógłbyś czasem ze mną porozmawiać?
-Nie denerwuj się, w końcu wszystko da się załatwić- cmoknął ją w policzek- W takim razie o czym chcesz porozmawiać, myszko?
-Może o tej nowej drużynie co ma do nas przyjechać ?
-Dobra - powiedział Rocket wyłączając telewizor .
-Ciekawe czy dobrze grają w piłkę .
-Raczej nie , przecież oni dopiero zaczynają . Właśnie o to chodzi, żeby się podszkolili przy nas.
-No tak zapomniałam- białowłosa roześmiała się głośno -A kiedy oni przyjeżdżają ?
-Jutro .
-Zaraz, zaraz- Tia podrapała się po głowie- przecież wczoraj mówiłeś że dziś . Sklerotyk jesteś ?
-Eee ... Nie ! Jasne że nie .
-To kiedy przyjeżdżają ?
-Jutro , to znaczy dziś . Kurde sam już nie wiem- Rocket zdawał się być bardzo zakłopotany tą sytuacją.
-Ech faceci - westchnęła głośno i zaczęła myśleć o tym co jej powiedział Rocket na treningu, kiedy się całowali .W myślach zadawała sobie różne pytania . Czemu on o tym zapomniał ? A może ma inną ? Może to ja powinnam zrobić pierwszy krok ? Nie znała odpowiedzi, więc postanowiła o tym nie myśleć . Wtuliła się w śpiącego już Rocketa i po kilku minutach sama zasnęła .
Ahito w życiu nie podejrzewał, ze jego brat potrafi tak szybko biegać. Aarch bardzo by się zdziwił, bo Thran na treningach nie osiągał nawet połowy z tej prędkości. A i z siebie chłopak mógł być dumny. Jeszcze nigdy nie udało mu się wytrzymać tyle bez spania. A jak dołożyć do tego jeszcze bieg, to normalnie cud nie z tej ziemi. No, ale nic nie trwa wiecznie. Powieki zaczęły mu niebezpiecznie ciążyć a dystans pomiędzy nim a Thranem niebezpiecznie się powiększał. Ahito wiedział już, że go nie dogoni. Zwolnił. Jednak pomógł mu przypadek... Albo raczej nieostrożność bliźniaka. Thran tak zajęty był ucieczką, że nie patrzył pod nogi. I to okazało się błędem. Zaczepił nogą o jakiś korzeń i wylądował twarzą w śniegu . Ahito czym prędzej dopadł do brata i pomógł mu wstać łapiąc go za kołnierz . Kiedy Thran już stał, brat nie miał najmniejszego zamiaru go puścić.
-To teraz mi powiesz Czy nie?
Thran spojrzał na Ahito z wyrzutem. Spróbował się wyrwać, ale na niewiele mu się zdało. Westchnął ciężko i wbił wzrok w ośnieżone końcówki swoich butów.
-Powiesz? - Ahito zaczynał tracić cierpliwość.
-A musze koniecznie teraz? - Granatowowłosy z niedowierzaniem przyglądał się bratu, któremu wyraźnie zbierało się na płacz. Wiedział, że jeśli teraz odpuści, to Thran wykorzysta każdą okazję, żeby się wymigać.
-Tak! Bo znowu mi nawiejesz! - uśmiechnął się zadziornie - A na kolejną przebieżkę nie mam ochoty.
-Dobra - Thran skapitulował - To usiądźmy - wskazał na pobliska ławkę.
Ahito kiwnął głową, ale nie wypuścił brata. Kiedy już siedzieli Thran zapatrzył się w horyzont.
-Gadaj! - popędził do bramkarz - Bo mi jest zimno - zaczął chuchać na skostniałe dłonie.
Chłopak jakby otrząsnął się z jakiegoś dziwnego letargu. Przetarł oczy i skrzywił się kiedy zaczęły szczypać go policzki. Zapewne od łez, które spływały po nich. Wytarł je czym prędzej rękawem, wstydząc się ich. Przecież prawdziwy mężczyzna nie płacze. Nigdy.
Ahito chwile przyglądał się bratu, nie mogąc wykrztusić słowa. On płakał? Ale dlaczego?
-Thran... - odezwał się cicho.
-Wiem, wiem - czarnooki uśmiechnął się niewyraźnie. Lecz był to wymuszony uśmiech - Obiecałem...
-Więc?
-Więc... Ja... - westchnął - Od pewnego czasu... - co kilka słów robił pauzę i zamyśla się jakby szukając odpowiedniego sposobu na przekazanie myśli. Jednak Ahito nie popędzał go. To i tak dobrze, ze mówił. Nawet jeśli wstęp do przemowy trwał już piętnaście minut - Codziennie... Nawet częściej... Dostaje listy z pogróżkami! - zakończył szybko i spuścił głowę. Poczuł jak łzy spływają mu po policzkach, ale tym razem za nic nie mógł ich powstrzymać. Zwłaszcza kiedy sobie przypomniał treść jednego z maili.
-Ale, ale... - Ahito przełknął nerwowo ślinę. To mu się nie mieściło w głowie. Pogróżki? Jego brat? A kto chciałby mu grozić? - Kiedy? Od kogo? Czego chcą? Dlaczego nic nie powiedziałeś?! - rzucił w brata gradem pytań.
Ten tylko westchnął -Mówiłem już. Codziennie - wyłamał sobie palce - Nie mam pojęcia od kogo. Próbowałem się dowiedzieć, ale to przyniosło tylko kolejny list - zadrżał na samo wspomnienie - Gorszy niż poprzednie. Czego chcą? A czego mogą chcieć? Pieniędzy... To na początek - skulił się w sobie jeszcze bardziej - Potem chcieli żebym odszedł z drużyny... A jak nie to... - zrobił kciukiem znaczący gest na szyi - I nie tylko mnie, ale i całą rodzinę - Teraz rozpłakał się na dobre - Nie chciałem was martwić... Przecież to moje problemy. Miałem odejść z drużyny i jakoś dać im kasę... Odpuściliby... - chyba chciał powiedzieć coś więcej, ale Ahito mu na to nie pozwolił. Z całej siły walnął brata w twarz z pieści. Thran o mało nie spadł z ławki.
-Za co? - spytał ocierając krew płynącą z kącika ust.
-Za to, że byłeś debilem i myślałeś, że nic nas nie obchodzą twoje problemy! - ku zdziwieniu czarnookiego brat go przytulił - Posłuchaj... Jakoś temu zaradzimy. Ale razem... I na pewno nie upijając się do nieprzytomności w barze - uśmiechnął się słabo. Thran odwzajemnił gest - Chodź - Ahito objął brata ramieniem i pomógł mu wstać - Trzeba wracać.
Thran skinął głową. Nagle zrobiło mu się jakoś tak lekko. Naprawdę warto było się komuś wygadać... Teraz coś na to poradzą... Obaj... Tak. Zdecydowanie miał lepszy humor.
Ahito szedł obok brata zatopiony myślach. Szczerze to nie spodziewał się usłyszeć czegoś takiego. Teraz zaczął żałować, że tak naciskał na dowiedzenie się prawdy. Życie w nieświadomości było dużo prostsze. Mimo, że wiedział o wszystkim od pięciu minut. Westchnął i przyspieszył kroku nie patrząc, ze brat przygląda mu się z niepokojem. Byle jak najszybciej dostać się do Akademii... Jak najszybciej walnąć się na łóżko. Jak najszybciej zasnąć. Jak najszybciej zapomnieć.
-Dzieciaki zbierzcie się w pokoju narad i to już . Za pięć minut macie tam wszyscy być - po pokojach rozległ się głos Aarcha .
Każdy ze Snow Kidsów akurat w tej chwili coś robił . Rocket i Tia spali, lecz głos trenera ich obudził. Nieco zaspani ruszyli do pomieszczenia. Micro siedział w szlafroku na łóżku i suszył sobie włosy . D'Jok właśnie wchodził pod prysznic, lecz po słowach trenera zrezygnował z kąpieli , ubrał się i razem z Micro-Icem , który ku zaskoczeniu przyjaciela był już w pełni gotowy do wyjścia, ruszyli do pokoju narad . Mei siedziała na fotelu w pokoju Dame Simbai ( ten cały zielony jakby ktoś nie pamiętał ) i malowała sobie paznokcie u rąk , zastanawiając się jednocześnie czy ona także musi tam iść . Gdy tak sobie siedziała Simbai wpadła do pomieszczenia i oznajmiła jej , że ona także ma się stawić na zebraniu , więc dziewczyna niechętnie ruszyła do wcześniej wymienionego miejsca . Thran i Ahito weszli do Akademii akurat wtedy , gdy Aarch obwieszczał tą cudowną nowinę swoim zawodnikom, więc obaj bez słowa ruszyli w tym kierunku .Gdy już wszyscy się zebrali i zajęli miejsca trener zaczął swoją przemowę .
-Jak wiecie, dzisiaj przyjeżdża do nas drużyna mojego przyjaciela . W związku z tym musicie być tu cały czas ponieważ nie wiem o której godzinie się tu zjawią . Jak już przylecą trzeba ich przywitać , oprowadzić po Akademii i przydzielić im pokoje , w których będą mieszkać . Mam nadzieję że wypowiedziałem się jasno .A byłbym zapomniał Ahito i Thran- wyraźnie zainteresowały go czerwone oczy Thrana i rozcięta warga- idziecie ze mną do mojego gabinetu . Mamy do pogadania -wszyscy trzej ruszyli do gabinetu Aarcha . Gdy już tam dotarli ich trener jak zwykle usiadł w swoim fotelu . Bliźniacy zajęli niewygodne krzesła, znajdujące się naprzeciw ogromnego biurka trenerskiego, w taki sposób, że mężczyzna mógł bez problemu obserwować każdy ich ruch. Białowłosy chrząkną głośno.
-Wiem od Dame Simbai, że nie byliście na treningu- powiedział wyjątkowo spokojnym głosem, przy okazji wpatrując się w nich badawczo, wyczekując jakiegoś szczególnego lub zdradzieckiego ruchu- Chciałbym wiedzieć gdzie was, do jasnej anielki wyniosło?!
-Nas?- zapytał głupkowato Ahito.
-Nie! Ciocię Lucię!
-My...My byliśmy u naszych rodziców- powiedział spokojnie Thran. Kłamanie coraz lepiej mu wychodziło.
-Może wyjaśnisz mi dlaczego masz rozciętą wargę i oczy czerwone jak u królika, hę?
-Jak wracaliśmy do akademii, to potknąłem się o jakiś wystający korzeń i uderzyłem twarzą w ziemię, więc stąd ta rana na wardze. A czerwone oczy...Wstyd się przyznać, ale beczałem- wymyślił na poczekaniu historyjkę, choć wydawała się ona prawdziwa.
-Skoro tak to...- nie dokończył. Przerwało mu pukanie do drzwi.
-Proszę!- krzyknął, a w drzwiach pojawił się Rocket.
-Wujku, już przylecieli- oznajmił brunet.
Aarch spojrzał na bliźniaków, czekających na wyrok.
-Macie szczęście, zajmę się wami później- zwrócił się do nich- A teraz idziemy przywitać gości
Po tych słowach cała czwórka skierowała się do drzwi wyjściowych , gdzie czekała już na nich reszta drużyny. Wyszli na zewnątrz. Ich oczom ukazał się ogromny statek, z którego wysiedli zawodnicy nowej drużyny i ich trener. Prezentowali się całkiem nieźle, ale trzeba było przyznać, że dorośli to oni nie byli. Jakby to ująć prościej, banda dzieciaków. Najstarszy z nich miał pewnie z szesnaście , ewentualnie siedemnaście lat, a reszta? Czternaście, może piętnaście. Aarch natychmiast podbiegł do swojego przyjaciela i zaprosił wszystkich gości do środka. Zawodnicy błyskawicznie znaleźli się w pomieszczeniu.

Jestem szaloną nastolatką z tysiącami pmysłów na minutę. Nie umiem usiedzieć w miejscu nawet przez chwilę. Taka już jestem :) Uwielbiam każdy rodzaj sportu (może wyłączając biegi :P) Jestem wielką fanką Galactik Football, mimo że jest to bajka. Uwielbiam ją o tyle. Nie dam sobie w kaszę dmuchać :P Na codzień jednak jestem potulna jak baranek, więc nei musicie sie bać:) Szczerze? Jestem szurnięta, ale dobrze mi z tym :)
Wygrali puchar Galactik Football.Chcesz wiedzieć co było dalej? Odpowiedz znajdziesz właśnie tutaj ;]